top of page

P.S. Coś się we mnie zmienia, lęk jest troszkę mniejszy




Jest we mnie dużo lęku. Nauczyłam się już, że ten lęk jest we mnie a nie w otaczającej rzeczywistości. Teraz pracuję nad tym, żeby odnaleźć w sobie spokój i patrzeć w przyszłość z zaufaniem. Postanowiłam sobie, że będę szukać Boga. Mam do Boga różne podejście, czasami mam wrażenie, że wcale nie jest czystą miłością, bo jakby tak było to nie działyby się różne trudne rzeczy, a czasami myślę że jest czymś tak niesamowicie perfekcyjnym i dobrym, że jest to niepojęte.


Wyjaśnijmy sobie jeden fakt - życie jest trudne dla nas, ludzi. Nawet biorąc za przykład człowieka nieskażonego złem tego świata, tak jak dzieci, to musi się borykać z innymi ludźmi, którzy są złośliwi, zawistni, krzywdzący, itd. Jesteśmy tak uwarunkowani, tak zaprogramowani, że życie jest dla nas trudne. Tak, dobrze czytasz, to my jesteśmy tak zaprogramowani, że życie jest trudne, a nie jest ono trudne samo w sobie. Jak to mówił Anthony de Mello:

"Gdyby z problemu zabrać umysł człowieka to nie byłoby problemu"

Skoro już mamy tą sprawę wyjaśnioną to jak widać nie ma się co dziwić, że czasami ciężko wierzyć, że ta wyższa inteligencja chce dla nas jak najlepiej. Ale jest tu jeszcze jedna kwestia: Nie wtrąca się w nasze decyzje. Pozwala nam uczyć się na swoich błędach, a co za tym idzie jesteśmy "ofiarami" błędów innych ludzi. No i właśnie, tak mało o tym wiem, że nie będę się wypowiadać jako ta, która "WIE". Swoją drogą nie lubię gdy ktoś uważa że coś wie na pewno i jest zamknięty na jakiekolwiek argumenty. Świat jest tak złożony, ludzkie historie i doświadczenia są tak różne, natura, kosmos tak niezbadane, że głupotą jest samo myślenie że wiemy coś na pewno. Postanowiłam więc, że będę próbować dowiedzieć się nieco więcej, a raczej tego doświadczyć. Jeśli ktoś pomyślał, że zaczęłam czytać biblię lub rozmawiać z księdzem to jest w błędzie. Instytucja kościoła to ostatnie miejsce gdzie chciałabym szukać Boga. Myślę, że to bardzo ogólne i tajemnicze słowo - "Bóg" - zostało niestety przez kościół WYŚWIECHTANE bardzo łagodnie mówiąc. No ale mamy taką polską terminologię więc będę się nią posługiwać. Jeszcze tylko jedno małe wyjaśnienie: pisząc "Bóg" mam na myśli niezbadaną, tajemniczą, niepojętą wysoką inteligencję, którą można zaobserwować w cudach tego świata, takich jak niesamowite urządzenie czyli ciało człowieka, idealne połączenie wszystkiego co żyje w jednym ekosystemie, skład powietrza i warunków pozwalających nam być na ziemi, samo to że się urodził każdy z nas na co szanse graniczą z cudem itd. I właśnie w tym chcę szukać Boga. Między innymi, bo przede wszystkim chcę szukać go w sobie. Niesamowitym jest to, że podobno jest w nas bezdenna cisza i spokój, "wystarczy" wejść wewnątrz siebie, zanurzyć się w tej ciszy. Napisałam "wystarczy" w cudzysłowie bo dla niektórych to wcale nie jest takie proste.


Jak wyglądało jedno popołudnie z mojego poszukiwania Boga:

Poszłam na pole, na którym czuję się bardzo dobrze, jest cisza i mało ludzi w okolicy. Usiadłam na kocu. Patrzyłam na idealnie obsiane grządki, z których wyrastały małe, zieloniutkie listki. Słyszałam tylko wiatr i śpiew ptaków. Już trochę pomarańczowe słońce, które szło ku zachodowi, świeciło przepięknym światłem. Odrzuciłam wszystko co znam, co pamiętam, byłam tylko ja, zielone wzgórze i słońce. Czułam się jakby nie istniało nic innego na tym świecie oprócz tego co widzę. Pomyślałam, że może tak wygląda niebo. Jest nic i wszystko, czujesz się bezpiecznie i dobrze. Widzisz to, z czym czujesz się komfortowo. Najpierw skupiłam się na tym co widzę i słyszę. Po chwili do tego poczułam zapach świeżego powietrza, ziemi. Założyłam słuchawki i włączyłam medytację Klaudii Pingot. Do wszystkich wrażeń dla zmysłów dołączyła więc cudowna, kojąca muzyka. Były tam piękne kolory niekończącego się nieba. Trawa bujała się na wietrze, bez oporu uginała się swobodnie pod naporem powietrza - to się nazywa zaufanie. A jaka to musi być swoboda! Pomyślałam, że tak to powinno właśnie wyglądać

Nie zmienię świata, ale mogę poddać się powiewom wiatru

Poczułam, że to wszystko jest tak piękne, że nie może być krzywdzące. To się po prostu kupy nie trzyma. Chcę oddać swój lęk w zamian za zaufanie. Jeśli ma się coś wydarzyć to się wydarzy. Jeśli mamy się uczyć to będziemy się uczyć. Nie mam kompletnie wpływu na to co trudnego mi się przytrafi, ale dzięki połączeniu z tym pięknym CZYMŚ jest mi łatwiej odpuścić kontrolę, bo czuję, że to co się dzieje ma się dziać i jest w tym sens i miłość. Chcę dalej szukać Boga, budować połączenie z wyższą inteligencją i tym co tworzy ten wszechświat. Czuję, że tam są odpowiedzi, że tam jest ukojenie.

Niestety musiałam wrócić z pola, chociaż najchętniej zostałabym tam dużo dłużej. To tak jakby wyjść z ciepłej kąpieli, albo wyłączyć nagle ulubioną muzykę. Wrócę tam jeszcze. Nie koniecznie w tym samym miejscu :)


P.S. Coś się we mnie zmienia, lęk jest troszkę mniejszy.

2 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
Post: Blog2_Post
bottom of page